Napisane: 25.12.2007 | Działy: Codzienność, Ogólnie, Pomysły | 5 Comments
Zbierałem się już od pewnego czasu do napisania kilku słów podsumowujących moje przemyślenia na temat nauczania informatyki w uczelniach, "nowym pokoleniu informatyków" i M$ (związanym z procesem nauczania).
Ponoć w dzisiejszych czasach małe dzieci nie chcą być już strażakami, policjantami itp. Dzieciaki wolą zostać raperami lub... informatykami. Obecnie istnieje przeświadczenie że informatyka to "przyszłościowy kierunek" (może tak, może nie - nie będę się tutaj nad tym rozwodził) i dlatego tysiące młodych ludzi decyduje się na na studiowanie informatyki. Tak samo było kiedyś z psychologią. Jaki jest tego efekt? Mamy setki magistrów psychologii próbujących pakować umysły w jakieś szufladki ślicznie wyłożone w podręcznikach. Gdzie tutaj polot w pracy? Gdzie pasja w rozgryzaniu zakamarków ludzkiej myśli? Oczywiście nie wszyscy tacy są, jednak liczba "porządnych" psychologów w porównaniu z ogółem nie prezentuje się zbyt pokaźnie.
"Zawsze lubiłem grać w Quake, umiem zainstalować Windows'a i skonfigurować program pocztowy, idę na informatykę!"
Na informatyce jest tak samo. Znakomita część ludzi studiująca informatykę nigdy nie powinna znaleźć się na tym kierunku. Zostaną przerobieni na informatyków w pełnym tego słowa znaczeniu. Informatyk - człowiek, który wie o komputerach wszystko i nic. Po studiach powinniśmy dostawać programistów, administratorów, bazodanowców itp. a dostajemy informatyków. Żeby zostać specjalistą nie wystarczy wybrać kierunek i prześlizgiwać się z egzaminu na egzamin. Potrzebny jest zapał, zainteresowanie tematem i chęć pogłębiania wiedzy we własnym zakresie.
Wróćmy teraz do studiowania i M$. Co daje uczelniom podpisanie umowy z M$? Tony specjalistycznych opracowań, darmowy dostęp do oprogramowania (tak, tak studenci informatyki mają Windowsa za free). Co w zamian? M$ wymaga jakiś punktów w programie nauczania zawiązanych z ich oprogramowaniem. Czyli jest super. Mamy oprogramowanie do nauki za free, mamy materiały i wykształconych przez M$ wykładowców. Poza programem związanym z M$ można usłyszeć także o oprogramowaniu OpenSource i o innych producentach oprogramowania (u mnie jest: grafika z OpenGL, semestr systemów operacyjnych z Linux'em, bazy danych z Sybase a nawet Oracle oraz programowanie w javie).
Co zrobi standardowy student widząc w gruba z wyborem systemów operacyjnych i czasem do odpalenia Windows'a? Klepnie w enter i poczeka aż załaduje mu system.
Jaki jest problem? Nikt się nie przejmuje walnięciem w klawisz enter i brakiem zainteresowania czymś więcej. Produkcja informatyków leci dalej (i nakręca się monopol M$). Nawet jeśli pojawi się wykładowca, który chciałby pokazać coś więcej, dać studentom jakieś poważne materiały o np: Linux'ie odbija się od muru. Zdecydowana większość projektów Open nie ma specjalistycznej dokumentacji i w porównaniu z materiałami z M$ jest 100 lat wstecz.
Dlatego tylko niewielu zapaleńców zainstaluje jakiś alternatywny system operacyjny i zacznie się go uczyć. Dlatego także wszystkie dystrybucje Linux'a musimy nazwać alternatywnymi.
Kolejny problem to podejście pewnych wykładowców (nie chciałbym napisać większości).
- Mam pytanie: czy na stronie katedry mogłyby się pojawić materiały w jakimś przyjaznym formacie? Używam Linux'a i nie mogę się do nich dostać. - Przygotowywałam te materiały w pakiecie Office. - Ja rozumiem, mogę odczytać pliki Office'a tylko są one spakowane w exe'kach, których nie mogę rozpakować. - To rozpakuje je pan sobie u kolegi.
Tak to prawdziwa rozmowa. Równie prawdziwe jest zdziwienie jednego z wykładowców widzącego OpenOffice. Dlaczego tak jest? Ja osobiście nie znam powodów, sądzę że to po prostu brak czasu na poznawanie czegoś więcej. Nie chcę także nikogo ganić, jednak sądzę że jeśli studiujemy informatykę to uczelnia powinna pomyśleć, że ktoś używa wolnego oprogramowania.
Podsumowanie, czyli czy widzisz jakąś szansę na poprawę?
Pierwszy pomysł został mi podrzucony przez jednego z moich wykładowców. Napisanie dokumentacji przygotowanej do nauczania. Wykładowcy nie mają na to czasu. Myślę że społeczność OpenSource potrafiłaby wygenerować bardzo ciekawe i profesjonalne materiały.
Druga sprawa jest dużo bardziej skomplikowana ponieważ uczelnie musiałyby zmienić zasady nauczania przedmiotów, znaleźć kogoś kto zajmie się instalacją oprogramowania i powie kilka słów wykładowcom (hmmm może jakaś pomoc społeczności Open?). Mam na myśli nauczanie konkretnych przedmiotów pod konkretnymi systemami operacyjnymi oraz zmiany systemów operacyjnych w celu porównania funkcjonalności. Proste przykłady:
- grafika na OpenGL pisana pod Linux'em np. w Eclipse
- programowanie w c++ pod windą, później zajęcia pod Linux'em (kilka słów o przenośności kodu)
- ISS pod windą i Apache pod Liunx'em
Po co tak się rozpisuję?
Chciałbym w przyszłości pracować z ludźmi, którzy wiedzą co robią, są otwarci na różne rozwiązania i aby rynek w końcu się wyważył. To obecne i przyszłe pokolenia specjalistów mają kształtować rynek, a nie rynek ma kształtować nas. Tak powinniśmy myśleć. Chciałbym aby oprogramowanie wybierało się dlatego, że jest dobre i wygodnie nam się na nim pracuje (właśnie dlatego ja siedzę na Ubuntu) a nie dlatego, że otoczenie wymusza platformę.
Jak jest u Was na uczelniach? Może się mylę? Czy Wy też zgadzacie się z moimi przemyśleniami? Czy Społeczność byłaby zainteresowana współdziałaniem z uczelniami?
Czy jakaś uczelnia dotarła do tego wpisu? Co sądzi zmodyfikowaniu programu? Jakiej pomocy potrzebowałaby od Społeczności OpenSource?
Zapraszam do odpowiedzi na te pytania w komentarzach i dziękuję, że udało się dotrwać do samego końca tego długaśnego wpisu.